|
"40 dni drogi na wschód, a potem w prawo" Wyprawa Warszawa - Władywostok
Uczestnicy samochodowej wyprawy po Rosji dotarli czterdziestoletnim Gazem 69 do Władywostoku. Oto podsumowanie.
|
Po 52 dniach zaparkowaliśmy nad Morzem Japońskim. Trudno powiedzieć ile kilometrów przejechaliśmy, w połowie drogi zepsuł się licznik, jednak nie to jest najważniejsze. Odległość odmierzały nam kolejne mijane południki, dzielone z Himalajami, Malezją, Australią, a w końcu z Koreą Południową i Japonią. Najdalszy punkt, do którego dotarliśmy, leży na tej samej długości geograficznej co Hiroszima.
Ponad połowę Rosji przejechaliśmy bocznymi drogami, polami i lasami. Odwiedziliśmy małe i duże miasta, wsie, opuszczone wioski, tereny wojskowe.
Na każdym kroku byliśmy serdecznie witani. Zapraszano nas na obiady i kolacje, goszczono w domach, spotkaliśmy nawet kierowcę, który chciał nam podarować 40 litrów paliwa i przyczynić się tym samym do powodzenia wyprawy.
Liczbę naszych rozmówców szacujemy na ćwierć tysiąca. Czasem były to krótkie spotkania, często pytaliśmy tylko o drogę, bywało jednak tak, że przypadkowa rozmowa przedłużała się do sześciu godzin. Pytaliśmy o wszystko, w zamian opowiadaliśmy jak jest w Polsce.
Jedno z takich przypadkowych spotkań zakończyło się długą lekcją syberyjskiej kultury i przyrody w miejscowości Dubrownaja, nad brzegiem Irtyszu.
Tola Koptiajew i jego rodzina ugościli nas jak najserdeczniejszych przyjaciół, mieliśmy okazję posiedzieć w tradycyjnej bani, zjeść bliny i cedrowe orzechy, wybraliśmy się też w tajgę, gdzie pokazano i opowiedziano nam na czym polegają twarde reguły zachodniosyberyjskiej przyrody.
A przyroda dała nam się we znaki. W szczególności woda pod wszelkimi możliwymi postaciami.
Były burze piaskowe na Gobi i śnieżyca w Ałtaju, ulewy na Syberii i palące słońce na południu.
Nie wszystko poszło gładko. Do Chakasji próbowaliśmy wjechać trzema różnymi górskimi drogami, w każdym przypadku zatrzymał nas wysoki stan rzek, w końcu daliśmy za wygraną i wybraliśmy drogę okrężną.
Z kolei z Tuwy nie wypuściły nas śniegi Ałtaju - do celu pozostało 160 km, a mimo to zostaliśmy zmuszeni do odwrotu, który kosztował nas 2000 km.
Błądzenie i szukanie drogi wpisało się w naszą podróż na stałe. Dzięki temu, że pchaliśmy się wszędzie tam, gdzie dziko i nieturystycznie, odkryliśmy miejsca, których próżno szukać w internecie i przewodnikach.
To właśnie w tych oddalonych od głównej drogi miejscach rozegrały się najciekawsze wydarzenia. Na Uralu, 30 km od najbliższej wioski, spotkaliśmy traktorzystę, któremu padł akumulator. Pomogliśmy, a spotkanie przerodziło się w rozmowę przy ognisku, podczas której miejscowi myśliwi opowiedzieli nam o niecodziennym miejscu. źródle tak silnym, że niemal od razu tworzącym rzekę szeroką na 10 metrów. Pojechaliśmy w głąb gór, zobaczyliśmy, mamy zdjęcia. I zaproszenie do powrotu na Ural.
Rosja to nie tylko przyroda. Miasta, okręgi przemysłowe, pojedyncze budowle i fabryki są niezwykle ciekawe, wystarczy znaleźć klucz do ich eksplorowania. Odwiedziliśmy Kazań - nocą bajeczny, Gorkowskij Awto Zawod w Niżnym Nowgorodzie - miejsce, w którym być może powstał nasz samochód, Kuzbas - potężny okręg, z którego pochodzi lwia część rosyjskiego węgla wydobywanego metodą odkrywkową. W Chakasji obejrzeliśmy Sajano-Szuszeńską hydroelektrownię - największą i najpotężniejszą w Rosji. Dopiero dotarcie do takich miejsc pozwala zrozumieć mechanizmy rządzące rosyjskim przemysłem i życiem wielu Rosjan, podporządkowanych swojej pracy.
Co prawda dotarliśmy do Władywostoku, jednak cel wyprawy nadal przed nami, aż do ostatniego dnia powrotu chcemy poznawać dzisiejszą Rosję, a po powrocie podzielić się wrażeniami.
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
W oczekiwaniu na następne relacje z wyprawy przedstawiamy kolejne fotografie z wyprawy.
|
Mongolia - pierwsze zdjęcia |
| |
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Tuwa - pierwsze zdjęcia |
| |
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Ural - pierwsze zdjęcia |
| |
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Czwartek, 3 czerwca 2010 - Joszkar Oła |
| |
|
|
"Po raz kolejny zjeżdżamy z głównej drogi, bez żalu żegnając ciężarówki i zgiełk trasy Wołga M7. Niemal od razu trafiamy na krętą gruntową drogę, stromo opadającą do niewielkiego strumienia. Po drugiej stronie doliny, na skraju zbocza stoi kilkanaście okazałych dębów. Słońce praży, wokół cisza i spokój. Celem dzisiejszego dnia jest Marij Eł - Republika Maryjska.
Niewiele o niej wiemy, poznajemy wszystko od zera. Jedziemy skrawkiem Marij Eł leżącym na prawym brzegu Wołgi. Wokół wszystkich wiosek trwają prace w polu, całe rodziny wędrują za ciągnikami sadząc jakieś rośliny.
Pojawiły się dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Po godzinie docieramy do Kozmodemiańska. Przez Wołgę, tworzącą w tym miejscu Zalew Czeboksarski, przeprawiamy się promem. Czekamy na niego godzinę, mamy czas na poznanie pasażerów i obsługi niewielkiego portu. Dzieciaki łowią z pomostu ryby. Kilkaset metrów dalej na skraju wielkiej góry piachu powstała dzika plaża. Słońce ciągle praży, więc chętnych do kąpieli nie brakuje. Towarzystwo promowe liczne i kolorowe, co kilka minut podjeżdża kolejny
samochód i ustawia się na końcu kolejki.Sama przeprawa trwa kilkanaście minut, po drugiej stronie taka sama kolejka, za to brzeg mniej przystępny.
Kierujemy się na Joszkar Oła, stolicę Marij Eł. Podobno to jedyne miasto w Rosji, którego nazwa zaczyna się na "j" (pozostałe na "jo", "ja" lub "je'). Droga do stolicy asfaltowa, poprowadzona w większości przez las, co pewien czas mijamy niewielkie
miejscowości.
Po południu docieramy do celu. Miasto i mieszkańcy robią na nas duże, pozytywne wrażenie. Wszyscy uśmiechnięci, wyglądają na szczęśliwych i zadowolonych z życia w Joszkar Oła. Na ulicach nie ma zgiełku i pośpiechu. W dużej części wynika to z tego, że
mamy niedzielę, jednak nie w każdym mieście ludzie spontanicznie tańczą na deptakach w rytm muzyki granej przez miejscową kapelę. W okolicach centrum miasta znajduje się deptak i wesołe miasteczko, wszędzie pełno ludzi. żałujemy, że nie możemy tam
zostać dłużej, ale musimy ruszać do Kazania."
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Piątek, 28 maja 2010 - Władimir - Niżnyj - Dubna |
| |
|
|
"Tym razem bez relacji, marzniemy na Uralu... "
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Poniedziałek, 24 maja 2010 - źródła Wołgi |
| |
|
|
"Wyżyna Wałdajska.
To nasz pierwszy nocleg pod namiotami. Rozbijamy się na wzgórzu porośniętym sosnami. Rano szybkie śniadanie, kawa z mlekiem na dobry początek i ruszamy dalej.
Droga wije się wzdłuż strumieni i małych jezior, co pewien czas mijamy miejscowe samochody. Turystów nie ma, chociaż zbliżamy się do źródeł Wołgi, prawdopodobnie najważniejszej dla Rosjan rzeki. Po 2 godzinach docieramy do celu - jesteśmy w miejscowości Wołgowierchowje.
Żeński klasztor, dwie cerkwie, kilka chałup i drewniany domek na wodzie przykrywający miejsce, do którego spływają strugi z mokradeł. Wszystko proste i zadbane.
Od razu czuje się specyficzną atmosferę tego miejsca. Obawialiśmy się, że będzie to kolejna turystyczna atrakcja, którą trzeba zaliczyć, jednak na każdym kroku widać, że to coś więcej. źródło bardziej duchowe niż geograficzne, przynajmniej tak starają się je pokazać osoby dbające o Wołgowierchowje.
Co ciekawe, w opisach nigdzie nie znajdziemy informacji, że to największa i najdłuższa rzeka Europy, a jednocześnie największa na świecie uchodząca do jeziora. Wołga płynie w całości po terytorium Rosji, jest narodowym skarbem i to liczy się najbardziej.
Z Wołgowierchowja ruszamy do Ostaszkowa, potem Twer i Niżnyj Nowgorod. Wkrótce relacje."
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Piątek, 21 maja 2010 - Pierwsze zdjęcia i relacja z Litwy, Łotwy i Rosji |
| |
|
|
"Dwie godziny temu, ok. drugiej w nocy, przekroczyliśmy granicę łotewsko-rosyjską. Śpimy w samochodzie na przygranicznym parkingu - nie było sensu jechać dalej i szukać po ciemku dobrego miejsca pod namioty. Zwłaszcza, że od kilku dni leje.
Ostatnie 3 dni to pasmo nieprzewidzianych wydarzeń. Od przesunięcia startu o 2 dni, po awarie samochodu, który tak naprawdę po remoncie poznajemy od nowa.
Właściwie wyprawa zaczyna się dopiero jutro - rano wymieniamy kasę i ruszamy w trasę po Rosji. W południe chcemy dojechać do źródeł Wołgi, ale o tym w kolejnej relacji.
Nie ma co opisywać przejazdu przez Litwę i Łotwę, większych przeszkód nie było - jechaliśmy głównymi drogami.
Rosyjska część zaczęła się od gościnnego przyjęcia na granicy. Wszyscy, od pograniczników po celników, byli uprzejmi i chętni do pomocy. Zresztą nie tylko w stosunku do nas. Trafiliśmy na dobrą zmianę, czy może tak będzie już zawsze?
Od rana piękna pogoda, deszczu ani śladu, tniemy bocznymi drogami.Planujemy ominąć Moskwę i jej korki, jadąc przez małe miasteczka, wsie i lasy.
Nasze pierwsze wrażenie to brak ludzi. Wszystkie domy, nawet te w dobrym stanie wyglądają na puste, rzadko pojawiają się samochody. Na jednej z dobrych asfaltowych dróg minęliśmy w ciągu 2 godzin 9 samochodów.
Zdecydowana większość domów to drewniane chałupy z bali, zazwyczaj bogato zdobione. Część w idealnym stanie, część zawalona. Mijamy dużo domów, które są w trakcie budowy - najczęściej nie ma na nich robotników. Wygląda na to, że właściciele tych zawalonych i zniszczonych zmarli. Nie sprawia to jednak przygnębiającego wrażenia, raczej pokazuje naturalną kolej rzeczy. Zwłaszcza, że wiele miejsc wokół jest zadbanych, specjalne ekipy malują znaki, przystanki, krawężniki. Nawet w najbardziej oddalonych od wsi miejscach znajdują się tabliczki poświęcone pożarom i śmieceniu w lasach, dbaniu o przyrodę, zakazom i nakazom. Widać, że ktoś myśli o takich szczegółach również na prowincji, która tutaj jest olbrzymia.
Z drugiej strony drogi w bardzo kiepskim stanie, niby łatane i naprawiane, ale i tak dziura przy dziurze, często trzeba zwalniać niemal do zera. Musimy uważać na resory, tylne są nowe, przednie mają za sobą kilka wyjazdów.
Praktycznie nie ma milicji, zrobiliśmy już 1000 km bez jakiejkolwiek kontroli, jedyny patrol z radarem łapał kierowców na trasie Moskwa - Petersburg.
Rosja zachwyca. Późną wiosną w lasach i na łąkach panuje intensywna zieleń, pogodę mamy piękną, w wielu miejscach dzieciaki kąpią się w gliniankach i jeziorach. Spotykamy dużo zwierząt, raz odwiedził nas łoś.
Noce nadal zimne, za to rano słońce robi z namiotu saunę. Padało tylko raz, przez kwadrans.
Czujemy się bezpiecznie, wszyscy bez wyjątku (jak na razie) są przyjaźnie nastawieni i chętni do pomocy. W Ostaszkowie poznaliśmy na ulicy chłopaka, który podpisał na swoją odpowiedzialność umowę abonencką z operatorem MTS, dającą nam dostęp do karty GPRS. Historię Saszy opiszemy w oddzielnej relacji, bardzo nam pomógł, opowiedział tez wiele ciekawych historii na temat Ostaszkowa - miasta, które Polakom kojarzy się jednoznacznie.
Mijamy wiele miejsc poświęconych walkom podczas II Wojny światowej. Wszystkie z nich, bez wyjątku, są wysprzątane i przyozdobione kwiatami. Widać, że przygotowania do święta 9 maja były potraktowane poważnie. W miastach nadal wiszą transparenty i tablice w dużej części poświęcone podziękowaniom dla weteranów.
W rejonach, którymi się poruszamy, polscy turyści są raczej ciekawostką, jeden z napotkanych gospodarzy powiedział, ze nie widział Polaków od kilku lat. Wielu z Rosjan, których pytamy o drogę, rozwija temat i chętnie opowiada nam o swojej historii, życiu codziennym. Często są pod wrażeniem tego, że ktoś z Polski przyjechał tylko po to, żeby poznać ich kraj. Niestety nie mamy dużo czasu, musimy wyrobić dzienną normę 340 km.
Samochód daje radę, od czasu opuszczenia Polski nie mamy z nim większych kłopotów. Dzisiaj spalił 10,5 / 100 - rekord : )"
|
|
|
 |
|
|
 |
|
|
 |
|
|
|
Sobota, 15 maja 2010 - Start |
| |
|
|
"24 000 km i 9 stref czasowych zamierzają pokonać dwaj członkowie Warszawskiego Klubu Turystyki Samochodowej Penetrator. W sobotę, 15 maja wyruszą czterdziestoletnim GAZem 69 w kilkumiesięczną podróż po Rosji.
Trasa wyprawy łączy ważne i ciekawe miejsca rozsiane po niemal całym terytorium tego największego państwa świata. Przyroda i życie codzienne dzisiejszych Rosjan, zarówno w miastach, jak i na wsiach - tym kryterium kierowali się organizatorzy podczas dokumentacji.
Dość niecodzienna jest historia przedsięwzięcia. Równo dziesięć lat temu dwaj członkowie Klubu Penetrator przewieźli do polskiej katedry we Władywostoku cztery dzwony kościelne. Jednak aż dziesięć lat trwała budowa wież - dzwony po raz pierwszy zabiły dopiero w marcu tego roku. Obecna wyprawa jest więc w pewnym sensie jubileuszowym powrotem, jednak brak cennego ładunku umożliwi dotarcie do celu znacznie ciekawszą trasą.
W podróż wyruszą Mirosław Pasoń i Przemysław Maciążek - współtwórcy Klubu Penetrator."
ASMET także zaangażował się w to przedsięwzięcie. Również na naszej stronie będą mogli Państwo śledzić relacje z wyprawy. Wkrótce nowe wiadomości.
DATY, ODLEGŁOŚCI, TRASA
Start wyprawy - 15 maja 2010 (sobota)
Powrót - 1 sierpnia 2010 (niedziela)
Czas trwania - 2,5 miesiąca
Odległość do pokonania - 24 000 km
Wyprawa wyruszyła 15 maja 2010r. z Warszawy, a poniżej kilka fotografii z tego wydarzenia.
|
|
|
 |
|
|
|
| |
|
|
|